Płytki a dylatacje: Czy można kłaść płytki na dylatacji?

Redakcja 2025-05-03 15:35 | Udostępnij:

Ach, dylatacje! Temat, który spędza sen z powiek niejednemu fachowcowi i inwestorowi. Szczególnie gdy na tapecie pojawia się kwestia położenia płytek na dylatacji. Czy można beztrosko zignorować te tajemnicze szczeliny w podłożu i po prostu przykleić na nich ceramiczne piękności? Krótka i bolesna prawda jest taka: Nie, nie można kłaść płytek bezpośrednio na dylatacjach w taki sposób, aby je zakryć bez uwzględnienia ruchu. Ignorowanie ich to prosta droga do kosztownej katastrofy. Przyjrzyjmy się, dlaczego tak się dzieje i co można zrobić, by uniknąć remontowego armagedonu.

Czy można położyć płytki na dylatacji

Zanim zagłębimy się w szczegóły techniczne i zawiłości prac glazurniczych, warto rzucić okiem na twarde fakty. Zebraliśmy dane z różnych typowych scenariuszy, które pokazują, jak duży wpływ na trwałość okładziny ma niewłaściwe potraktowanie dylatacji. Te proste zestawienia jasno wskazują, gdzie leży ryzyko i jakie są jego potencjalne koszty, działając trochę jak przegląd "najlepszych" sposobów na zrujnowanie sobie podłogi w rekordowym czasie.

Scenariusz Rodzaj błędu / Działania Czas do wystąpienia problemu (typowe) Rodzaj i zakres uszkodzeń Szacunkowy koszt naprawy (za m²)
1 Położenie płytek bezpośrednio na aktywnej dylatacji konstrukcyjnej bez jej przeniesienia 1-6 miesięcy Rozerwanie płytek i spoin w linii dylatacji, "klawiszowanie" (ruch pionowy), pękanie jastrychu pod okładziną 600 - 1800 zł (zrywanie, naprawa jastrychu, nowe płytki, robocizna)
2 Położenie płytek na dylatacji przeciwskurczowej bez jej przeniesienia (szczególnie przy dużych formatach) 3-18 miesięcy Pękanie płytek lub spoin wzdłuż linii dylatacji, odspojenie płytek od podłoża w strefie błędu 400 - 1200 zł (zrywanie, naprawa, nowe płytki, robocizna)
3 Próba maskowania dylatacji wypełnieniem nietrwale elastycznym (np. zaprawą do spoin wąskich) Miesiące Wykruszanie, pękanie wypełnienia dylatacji, przenoszenie naprężeń na płytki i ich pękanie 100 - 400 zł (usunięcie wypełnienia, poprawne wykonanie dylatacji)
4 Poprawne przeniesienie dylatacji w spoinę z użyciem odpowiedniego wypełnienia (porównawczo) Wiele lat (trwałość okładziny i materiału dylatacyjnego) Brak uszkodzeń związanych z pracą dylatacji Koszt standardowy (ok. 20-50 zł za metr bieżący dylatacji materiałem + robocizna)

Zestawienia te pokazują brutalną prawdę – oszczędność na prawidłowym podejściu do dylatacji jest iluzoryczna. Potencjalne koszty naprawy wielokrotnie przewyższają wydatek związany z poprawnym zabezpieczeniem szczelin ruchomych przed położeniem płytek. To jak próba ukrycia tykającej bomby pod eleganckim dywanem – wcześniej czy później wybuchnie, a efekty będą bolesne dla portfela i estetyki wnętrza.

Czym są dylatacje i dlaczego są kluczowe dla trwałości podłóg z płytek?

Aby zrozumieć, dlaczego temat dylatacji budzi tyle emocji na placach budowy i dlaczego pytanie „Czy można położyć płytki na dylatacji” jest tak kluczowe, musimy najpierw uchylić rąbka tajemnicy i przyjrzeć się samym dylatacjom. Co to właściwie jest, jaka siła kryje się w tych pozornie nieistotnych szczelinach i dlaczego ich ignorowanie może zamienić piękną, świeżo położoną podłogę w mozaikę pęknięć i zniszczeń?

Zobacz także: Co położyć na płytki w kuchni? Praktyczne rozwiązania

Dylatacje, w uproszczeniu, to celowo wykonane przerwy w konstrukcji lub jej wierzchniej warstwie, mające na celu umożliwienie niezależnej pracy przyległych elementów. Nasze domy, budynki, a nawet zwykłe podłogi, nie są sztywnymi monolitami. Cały czas żyją, oddychają – kurczą się i rozszerzają pod wpływem zmian temperatury, wilgotności, osiadania konstrukcji czy po prostu procesów chemicznych zachodzących w materiałach budowlanych podczas wiązania.

Ruch to życie... i zagrożenie dla płytek

Wyobraźmy sobie dużą powierzchnię podłogi, np. w salonie, na tarasie czy w galerii handlowej. Podkład, czyli jastrych, został wylany na dużej powierzchni. Po związaniu i wyschnięciu, jastrych ulega skurczowi. Dodatkowo, w trakcie użytkowania, temperatura podłogi może się zmieniać – latem jest cieplej, zimą chłodniej. Każda taka zmiana powoduje, że materiał zmienia swoją objętość. Gdzie podziać ten ruch? Bez miejsca, gdzie naprężenia mogą się rozładować, podkład zaczyna pękać w miejscach losowych, często pod płytkami. To właśnie temu zapobiegają dylatacje.

Typy dylatacji, z którymi zetknie się glazurnik

Generalnie możemy mówić o dwóch głównych rodzajach dylatacji, które są krytyczne z punktu widzenia prac glazurniczych. Po pierwsze, dylatacje konstrukcyjne. Te są najpoważniejsze. Przechodzą przez cały przekrój budynku, od fundamentów po dach, rozdzielając poszczególne segmenty konstrukcji. Są umieszczane tam, gdzie spodziewane są największe ruchy między niezależnymi częściami budynku, np. między nową a starą częścią, przy przejściach na inny rodzaj fundamentów, czy po prostu w dużych obiektach, aby podzielić je na mniejsze, łatwiejsze do "opanowania" segmenty. Ruchy w dylatacjach konstrukcyjnych są znaczące – mogą dochodzić do kilku, a nawet kilkunastu milimetrów zarówno w poziomie, jak i w pionie (tzw. klawiszowanie).

Zobacz także: Czy mikrocement można położyć na płytki? Poradnik 2025

Drugi typ, znacznie częstszy na naszych podłogach, to dylatacje przeciwskurczowe i technologiczne (powierzchniowe). Dotyczą one głównie wierzchnich warstw, przede wszystkim podkładów podłogowych (jastrychów cementowych, anhydrytowych). Ich głównym zadaniem jest przejęcie naprężeń wynikających ze skurczu podczas wiązania i wysychania jastrychu, a także niewielkich ruchów termiczno-wilgotnościowych w trakcie użytkowania. Dylatacje przeciwskurczowe najczęściej wykonuje się przez nacięcie świeżego jastrychu na głębokość około połowy jego grubości (zazwyczaj min. 2 cm dla typowych jastrychów 4-5 cm). W założeniu pozostała część powinna pęknąć w tym osłabionym miejscu w sposób kontrolowany. Te dylatacje pracują głównie w poziomie i ruch jest zazwyczaj mniejszy niż w konstrukcyjnych, rzędu ułamków milimetra do kilku milimetrów, i nie ma tu efektu "klawiszowania" na taką skalę.

Po co te przerwy pod płytkami?

Dlaczego dylatacje są tak kluczowe dla trwałości podłóg z płytek? Odpowiedź jest prosta: płytki ceramiczne i kleje cementowe są materiałami kruchymi i sztywnymi w porównaniu do ruchów podłoża. Jeśli podkład pod płytkami się poruszy, a okładzina będzie nad tym ruchem "zszyta" (przyklejona na ciągłej powierzchni), płytki po prostu nie wytrzymają naprężeń. Pękną, odspoją się od podłoża, zaczną się łamać. To jak próba zginania szklanej tafli – wcześniej czy później pęknie. Dylatacja pod okładziną jest więc jak przegub, zawias, który pozwala sąsiadującym polom jastrychu pracować niezależnie, nie naruszając ciągłości powierzchni płytkowanej. Każda dylatacja w podłożu musi być bezwzględnie przeniesiona w warstwę wykończeniową, czyli w spoinę między płytkami, a ta spoinę musi być wypełniona materiałem trwale elastycznym, np. silikonem do spoinowania okładzin.

Problem często leży w dokładności wykonania dylatacji przeciwskurczowych. Nacięcia powinny być proste, zgodne z siatką spoin, oddzielające pola o maksymalnej powierzchni ok. 20-30 m² wewnątrz i 15-20 m² na zewnątrz, z proporcjami boków nie przekraczającymi 1:2 (ideałem jest kwadrat lub prostokąt zbliżony do kwadratu). Niestety, zdarza się, że nacięcia są krzywe, prowadzone na skos przez środek przyszłych płytek, a nawet zupełnie pomijane "bo przecież będziemy kłaść płytki i klej to załatwi". Nic bardziej mylnego. Klej, nawet ten o podwyższonych parametrach, nie zastąpi dylatacji, o czym powiemy więcej później.

Zobacz także: Czy można położyć panele na płytki PCV?

Prawidłowo zaplanowana i wykonana sieć dylatacji w podłożu jest fundamentem trwałej podłogi z płytek. Bez niej, nawet najdroższe płytki i najlepszy klej nie uratują sytuacji. To fizyka i mechanika budowli, której nie można oszukać.

Co grozi płytkom i podłożu po położeniu na niezabezpieczonej dylatacji?

No dobrze, wiemy już, czym są dylatacje i dlaczego istnieją. Teraz czas na nieco bardziej dramatyczną część historii – co się stanie, gdy zignorujemy te przerwy i położymy płytki bezpośrednio na ruchomej szczelinie w podłożu. Wyobraźnia podsuwa obrazy pękających spoin, ale rzeczywistość potrafi być znacznie brutalniejsza i dużo bardziej kosztowna.

Zobacz także: Papa na Płytkach: Czy można i jak? Poradnik 2025

Scenariusz pierwszy: Katastrofa "klawiszowania"

Najbardziej spektakularne uszkodzenia pojawiają się, gdy płytki zostają położone w całości nad dylatacją konstrukcyjną, gdzie występuje znaczący ruch pionowy (klawiszowanie) lub poziomy. Gdy siły w dylatacji zaczynają pracować – np. pod wpływem osiadania budynku, zmian temperatury, czy obciążeń – rozdzielone fragmenty podkładu przesuwają się względem siebie. Ponieważ płytka jest do obu tych ruchomych fragmentów przyklejona "na sztywno", nie ma innej opcji, niż poddać się tym siłom. Efekt? Najczęściej rozerwanie płytek lub fugi przebiegające idealnie w linii dylatacji. Płytki pękają na pół, odspajają się, a ich krawędzie mogą zacząć "klawiszować", tworząc nierówne, niebezpieczne progi. Widok jest opłakany – droga, nowa podłoga wygląda jak po trzęsieniu ziemi.

Scenariusz drugi: Pęknięcia skurczowe pod przykryciem

Nieco wolniejsze, ale równie destrukcyjne, są skutki zignorowania dylatacji przeciwskurczowych. Choć ruchy są tu mniejsze, ciągle są wystarczające, by przekroczyć wytrzymałość na rozciąganie płytki i kleju. Skurcz wysychającego jastrychu jest silnym zjawiskiem. Jeśli dylatacja przeciwskurczowa była wykonana prawidłowo, ale nie została przeniesiona w spoinę między płytkami, pęknięcie w jastrychu przeniesie się na wierzch. Płytka w końcu pęknie – często zaczyna się od subtelnego, cienkiego pęknięcia w fudze, które z czasem przenosi się na samą płytkę. Przy dużych formatach płytek (np. 60x60 cm, 80x80 cm i większych), które są z natury bardziej sztywne i mniej odporne na punktowe naprężenia, problem jest spotęgowany. Płytka może pęknąć na całej swojej długości nad ukrytą dylatacją w jastrychu. To jak zgiąć patyk – im jest dłuższy i sztywniejszy, tym łatwiej go złamać.

Scenariusz trzeci: Odspojenia i puste przestrzenie

Czasami zamiast pęknięć pojawiają się odspojenia. Ciągłe, niewielkie ruchy w podłożu działają jak miniaturowy młot pneumatyczny na połączenie kleju z płytką i jastrychem. Klej, choć trochę odkształcalny, jest narażony na siły, na które nie był projektowany w tym miejscu. Adhezja (przyczepność) zostaje osłabiona, a płytka zaczyna "puchnąć", wybrzuszać się, a w końcu odspajać od podłoża. Słychać charakterystyczny głuchy odgłos przy pukaniu w płytkę – znak, że pod spodem są puste przestrzenie, a problem się pogłębia. Na tarasach czy balkonach, gdzie zmiany temperatury i wilgotności są znacznie większe, ten proces postępuje dużo szybciej.

Zobacz także: Żywica epoksydowa na płytki? Czy to dobry pomysł?

Czy elastyczne kleje uratują sytuację? Krótka odpowiedź: Nie.

Często spotykanym błędem, świadczącym o fundamentalnym niezrozumieniu funkcji dylatacji, jest przekonanie, że "damy dobry, elastyczny klej i będzie dobrze". Niestety, kleje o podwyższonych parametrach odkształcalności (klasy S1 czy S2) nie są w stanie zrekompensować ruchów występujących w dylatacjach. Dylatacja konstrukcyjna może "pracować" na poziomie kilkunastu milimetrów. Klej S1 kompensuje ugięcie ok. 2,5 mm (test oparty na ugięciu próbki), a S2 ok. 5 mm. To jak porównywanie możliwości gumki recepturki (klej S1/S2) do stalowej sprężyny (dylatacja). Kleje S1/S2 są przeznaczone do kompensowania mniejszych naprężeń, np. wynikających z niewielkich zmian temperatury na dużej powierzchni płytek, czy minimalnych ruchów konstrukcji. Nie zastąpią one prawidłowo wykonanej dylatacji z elastycznym wypełnieniem.

Podsumowując ryzyko...

Co grozi? Pęknięte, luźne, "klawiszujące" płytki. Zniszczony jastrych, który często trzeba skuwać i naprawiać. Koszty? Ogromne, znacznie wyższe niż koszt prewencji. Wyobraźcie sobie, że położyliście 100 m² drogich, wielkoformatowych płytek za 200 zł/m². Całość, z klejem i robocizną, kosztowała Was np. 30 000 - 40 000 zł. Ignorując jedną czy dwie dylatacje, ryzykujecie zniszczenie sporego fragmentu tej podłogi w ciągu roku czy dwóch. Koszt naprawy – zrywanie zniszczonej podłogi, naprawa podkładu, zakup nowych płytek, kleju, materiałów do dylatacji i robocizna – może łatwo przekroczyć 50-100% pierwotnej inwestycji w tę podłogę, *na poprawianym fragmencie*. To jak celowe wyrzucenie pieniędzy przez okno. Dlatego wiedza o tym, jak postępować z dylatacjami, jest fundamentalna dla każdego, kto marzy o trwałej i estetycznej podłodze z płytek.

Dlaczego nawet elastyczne kleje do płytek nie zastąpią dylatacji?

To jedno z najczęstszych, a zarazem najbardziej brzemiennych w skutki nieporozumień w świecie prac glazurniczych. Panuje czasem naiwna wiara w cudowną moc nowoczesnych klejów. "Mam super klej S2, bardzo elastyczny, on mi zniweluje ruch podłoża!" - słyszymy. Cóż, to myślenie życzeniowe, które niestety szybko weryfikuje rzeczywistość na placu budowy i, co gorsza, po oddaniu prac do użytkowania.

Guma vs. Stal – Analityczne spojrzenie na kompensację

Porównywanie klejów odkształcalnych (nazywanych błędnie "elastycznymi" – w języku technicznym poprawniej mówi się o odkształcalności, mierzonym w milimetrach przy określonym obciążeniu) do funkcji dylatacji, jest jak porównywanie gumowej opaski do sprężyny amortyzatora samochodowego. Oba elementy pochłaniają energię i kompensują ruch, ale ich zakresy działania są nieporównywalne.

Klej klasy S1, zgodnie z normą PN-EN 12002, to klej odkształcalny, który przy badaniu ugięcia próbki (położonej na dwóch podporach i obciążanej centralnie) wykazuje ugięcie ≥ 2,5 mm. Klej klasy S2 to klej wysoko odkształcalny, z ugięciem ≥ 5 mm. Te wartości – 2,5 mm i 5 mm – wydają się spore, prawda? Ale co one właściwie oznaczają w praktyce, gdy zestawimy je z wymaganiami stawianymi dylatacjom?

Dylatacja potrzebuje przestrzeni do pracy

Dylatacja, zwłaszcza konstrukcyjna, służy do kompensowania znacznie większych ruchów. Na przykład, na 20-metrowym odcinku budynku, który przechodzi przez dylatację konstrukcyjną, różnice w osiadaniu, czy ruchy termiczne między latem a zimą, mogą prowadzić do względnych przemieszczeń sięgających kilkunastu milimetrów. Jeśli podkład leżący na takiej dylatacji nie zostanie podzielony i wypełniony materiałem, który może być ściskany i rozciągany (np. silikon, kit poliuretanowy, profil dylatacyjny) w szczelinie o szerokości np. 10-20 mm, dojdzie do konfliktu sił. Wyobraźmy sobie tę sytuację analitycznie: płytka, sklejona sztywnym klejem z dwiema sekcjami podkładu, które chcą się przesunąć o 10 mm względem siebie. Płytka ma sztywność, a klej – "tylko" 5 mm potencjalnej kompensacji. Sztywność płytki wygrywa – i to ona pęka, bo jest słabszym ogniwem niż siły działające na konstrukcji.

Klej S1/S2 ma za zadanie sprostać naprężeniom *w obrębie* jednego pola płytkowanego, gdzie ruchy są rozłożone na większej powierzchni. Pomaga np. zniwelować minimalne odkształcenia podkładu, małe naprężenia termiczne czy wibracje. Ale dylatacja to jest koncentracja ruchu w konkretnym miejscu. Klej nie ma magicznej zdolności do "rozciągania" się o 10-20 mm wzdłuż linii dylatacji, utrzymując jednocześnie płytkę stabilnie przyklejoną do podłoża.

Próba z klejem i silikonem – Niezgodność ze sztuką budowlaną

Pojawiają się pomysły na pół gwizdka – na przykład przyklejenie części płytki (tej po jednej stronie dylatacji) na klej, a części (po drugiej stronie) na silikon czy klej hybrydowy, w nadziei, że "jakaś" elastyczność tam będzie. Ta "metoda" jest absolutnie niezgodna ze sztuką budowlaną i nie daje żadnej gwarancji trwałości. Płytka potrzebuje solidnego, stabilnego podparcia na całej powierzchni. Częściowe przyklejenie na silikon, który nie ma odpowiedniej sztywności, ani nośności, sprawia, że fragment płytki nad dylatacją wisi praktycznie w powietrzu. Wystarczy niewielkie obciążenie – ciężki mebel, stąpanie po tym fragmencie – a płytka, zwłaszcza duży format, może pęknąć właśnie w tym osłabionym miejscu. To tak, jakby próbować podeprzeć stół nie nogami, a cienką liną – efekt jest oczywisty.

Co mówią normy i producenci?

Wszelkie normy budowlane i wytyczne producentów materiałów jednoznacznie wskazują: każda dylatacja w podłożu musi być przeniesiona w spoinę między płytkami i wypełniona odpowiednim materiałem trwale elastycznym. Nie ma tu miejsca na kreatywne interpretacje z "super elastycznym klejem". Klej ma zapewniać solidne, trwałe przyklejenie płytki do *stabilnego* podkładu. Ruch podkładu jest domeną dylatacji, nie kleju. Kropka.

Elastyczne kleje są ważne i niezbędne w wielu sytuacjach (ogrzewanie podłogowe, tarasy, duże formaty, wymagające podłoża), ale ich rolą jest sprostanie innym wyzwaniom. Wykorzystywanie ich do "kompensowania" zaniedbanych dylatacji to nadużycie i pewna recepta na problem. Trzeba to zrozumieć i zaakceptować: klej i dylatacja mają różne, choć komplementarne, zadania. Jeden drugiego nie zastąpi.

Jak prawidłowo postępować z dylatacją pod okładziną ceramiczną?

Skoro już wiemy, czym są dylatacje, dlaczego są tak ważne i co grozi za ich zignorowanie, przejdźmy do sedna: jak należy z nimi postępować, aby nasza podłoga z płytek służyła latami i nie przypominała po kilku sezonach krajobrazu księżycowego. To temat, który wymaga planowania, precyzji i wyboru odpowiednich materiałów. Proces ten powinien być integralną częścią planowania prac glazurniczych, a nie kwestią rozwiązywaną w ostatniej chwili.

Planowanie – klucz do sukcesu

Pierwszym i najważniejszym krokiem jest dokładna identyfikacja wszystkich dylatacji w podłożu. Na etapie przygotowania do prac glazurniczych, musimy wiedzieć, gdzie przebiegają dylatacje konstrukcyjne (często wskazane w projekcie budynku) i przeciwskurczowe/technologiczne wylewki (ich lokalizację powinniśmy znać z etapu wykonywania wylewki, lub musimy je znaleźć np. stukając w jastrych lub szukając śladów nacięć – co czasem bywa trudne, jeśli były maskowane). Dylatacje zazwyczaj znajdują się przy ścianach (dylatacje brzegowe), wokół słupów, elementów konstrukcyjnych przechodzących przez podłogę, oraz przecinają duże powierzchnie wylewki na mniejsze pola.

Mając rozrysowany układ dylatacji w podłożu, kolejnym krokiem jest zaprojektowanie układu płytek i szerokości spoin w taki sposób, aby linie spoin pokrywały się z liniami dylatacji w podłożu. Idealnie, dylatacja w podłożu powinna "wypaść" dokładnie pod spoiną między płytkami. To konieczność przeniesienia dylatacji na fugi, o której mówiliśmy na początku.

Co jeśli dylatacja wypada na środku płytki? To duży problem, wynikający zazwyczaj z braku koordynacji na etapie projektowania lub wykonywania jastrychu. Idealnym rozwiązaniem jest takie zaplanowanie podziału jastrychu dylatacjami, aby były one zgodne z siatką spoin płytek (np. co 4-6 metrów w pomieszczeniu, w linii spoiny, z uwzględnieniem wielkości płytki i szerokości spoin). Jeśli jednak "dziedziczymy" istniejące dylatacje w "złym" miejscu, np. przecinające środek przyszłego pola płytek, możliwe są dwa rozwiązania: albo zmieniamy format/układ płytek tak, aby spoina wypadła w linii dylatacji (często nieopłacalne lub niemożliwe estetycznie), albo musimy zastosować specjalne profile dylatacyjne nawierzchniowe. Są to listwy, zazwyczaj metalowe lub z PVC z elastyczną wkładką, które montuje się w trakcie układania płytek w linii dylatacji w podłożu. Pozwalają one przejąć ruch w tej strefie.

Przygotowanie szczeliny i wybór materiału wypełniającego

Gdy wiemy, gdzie ma przebiegać "nasza" dylatacja na powierzchni płytek (czyli spoina, w której ukryjemy dylatację z podłoża), musimy odpowiednio przygotować szczelinę. Linia dylatacji w podłożu powinna być czysta, pozbawiona resztek kleju, zapraw czy gruzu. Co więcej, po przyklejeniu płytek, spoina znajdująca się nad dylatacją w podłożu nie może być spoinowana zaprawą cementową jak reszta podłogi. Ta spoina musi być szeroka (zazwyczaj 5-10 mm, czasem więcej w przypadku dylatacji konstrukcyjnych) i wypełniona materiałem trwale elastycznym.

Jakie materiały nadają się do wypełnienia dylatacji w płytkach? Przede wszystkim silikony sanitarne lub neutralne przeznaczone do dylatacji (nie zwykłe uniwersalne), kity poliuretanowe (często stosowane na zewnątrz i w miejscach o większym ruchu lub obciążeniu mechanicznym) lub wspomniane profile dylatacyjne. Wybór materiału zależy od rodzaju dylatacji (konstrukcyjna vs. przeciwskurczowa), szerokości szczeliny i warunków użytkowania (wewnątrz/zewnątrz, obciążenia). Kluczowe jest, aby materiał był w stanie kompensować przewidywany ruch dylatacji – ściskać się i rozprężać, nie tracąc przyczepności do krawędzi płytek.

Przed wypełnieniem spoiny dylatacyjnej materiałem elastycznym, często stosuje się specjalne sznury dylatacyjne (okrągłe profile z pianki polietylenowej). Umieszcza się je na dnie szczeliny, aby ograniczyć głębokość wypełnienia i nadać mu właściwy kształt (aby materiał elastyczny przywierał tylko do dwóch ścianek spoiny, a nie do dna – dzięki temu może swobodniej pracować na rozciąganie). Bez sznura, materiał może się oderwać od krawędzi lub pęknąć pod wpływem ruchu.

Co z pękniętymi dylatacjami przeciwskurczowymi?

Zdarza się, że jastrych pęka w miejscu dylatacji przeciwskurczowej (lub nawet obok niej), ale pęknięcie jest bardzo wąskie. Czy można kłaść płytki na takim pęknięciu? Takie dylatacje przeciwskurczowe, które pękły podczas wiązania i są stabilne (nie widać "klawiszowania" ani dalszego rozszerzania pęknięcia), można w niektórych przypadkach zszyć i skleić żywicą. Polega to na nacięciu poprzecznych rowków co kilkadziesiąt centymetrów w poprzek pęknięcia, wypełnieniu pęknięcia i rowków specjalną żywicą epoksydową (o niskiej lepkości) i wprowadzeniu w rowki "zszywek" ze stalowego pręta lub płaskownika, a następnie zaklejeniu całości żywicą. Po utwardzeniu, jastrych w tym miejscu staje się ponownie monolitem i można go traktować jako stabilne podłoże (ale linia dawnego pęknięcia powinna nadal, jeśli to możliwe, znaleźć się w spoinie między płytkami lub zostać zabezpieczona jako potencjalna strefa skurczu).

Profil nawierzchniowy – Plan B

Jeśli układ płytek jest już narzucony i dylatacja wypada na środku przyszłego pola, jedynym ratunkiem (oprócz skucia jastrychu i ponownego wykonania dylatacji) jest zastosowanie profilu dylatacyjnego nawierzchniowego. To rozwiązanie mniej estetyczne niż ukrycie dylatacji w spoinie, ale funkcjonalnie konieczne. Profil montuje się w wyfrezowanej w jastrychu szczelinie, lub jako część układu płytek, pozostawiając w spoinach po obu stronach profilu miejsce na materiał elastyczny.

Pamiętajmy, że szerokość dylatacji w posadzce ceramicznej powinna być proporcjonalna do ruchu w podłożu i powierzchni pola płytkowanego. Generalne wytyczne mówią o polach dylatacyjnych nie większych niż 25-40 m² wewnątrz i 15-25 m² na zewnątrz, z dylatacjami brzegowymi (przy ścianach). Szczeliny dylatacyjne przy ścianach i elementach stałych powinny mieć szerokość co najmniej 5-10 mm i być wypełnione elastycznym materiałem.

Prawidłowe postępowanie z dylatacjami wymaga świadomości problemu, planowania i użycia odpowiednich materiałów. Nie jest to "lanie wody", to czysta, twarda fizyka i doświadczenie pokoleń budowlańców. Pominięcie dylatacji to jak budowanie domu bez fundamentów – niby stoi, ale tylko do czasu. Z płytkami jest dokładnie tak samo.