Dlaczego palą się panele fotowoltaiczne? Przyczyny, 2025

Redakcja 2025-06-04 04:57 | Udostępnij:

W dzisiejszych czasach, gdy troska o środowisko naturalne staje się priorytetem, a ceny energii szybują w górę, coraz więcej osób zwraca się ku odnawialnym źródłom energii. Panele fotowoltaiczne, niczym słońce w domowej dżungli, obiecują nie tylko niezależność energetyczną, ale i niższe rachunki. Ale czy sielanka zawsze trwa? Niestety, czasem dochodzi do dramatu – pożaru paneli fotowoltaicznych. Kluczową odpowiedzią na pytanie, dlaczego palą się panele fotowoltaiczne, jest najczęściej zły montaż, uszkodzone komponenty lub brak odpowiednich zabezpieczeń. Zapnijcie pasy, wyruszamy w podróż po świecie, w którym zielona energia styka się z czerwonym płomieniem.

Dlaczego palą się panele fotowoltaiczne

Kiedy mówimy o bezpieczeństwie instalacji fotowoltaicznych, warto spojrzeć na chłodne liczby. Przedstawione dane dają pogląd na skalę zjawiska i rzeczywiste ryzyko związane z fotowoltaiką w Polsce.

Rodzaj obiektu Liczba pożarów (2023) Liczba pożarów z instalacją PV (2023) Odsetek pożarów z PV
Ogółem obiekty mieszkalne 28 000 125 ~0,45%
Domy jednorodzinne 18 500 110 ~0,59%
Bloki mieszkalne 9 500 15 ~0,16%
Obiekty przemysłowe/magazynowe 4 200 35 ~0,83%
Obiekty rolne 2 800 8 ~0,29%

Powyższa tabela pokazuje, że choć liczba pożarów z udziałem fotowoltaiki rośnie wraz z popularnością tego rozwiązania, ich odsetek w stosunku do ogólnej liczby pożarów w obiektach mieszkalnych pozostaje stosunkowo niski. Jest to jednak wystarczający powód do zastanowienia się, jak zminimalizować to ryzyko. Nie każda instalacja, która staje w płomieniach, to wina paneli – często problem leży w okablowaniu, inwerterze czy braku prawidłowych zabezpieczeń. W końcu nikt nie chciałby, aby jego ekologiczna inwestycja stała się zarzewiem tragedii, prawda?

Jakie komponenty instalacji PV mogą zwiększyć ryzyko pożaru?

Kiedy w grę wchodzi ogień, każdy detal ma znaczenie. Nie inaczej jest w przypadku instalacji fotowoltaicznych, gdzie ryzyko pożaru fotowoltaiki może być potęgowane przez konkretne, często pomijane elementy. Wyobraź sobie, że budujesz dom: nie kładziesz tanich kabli podtynkowych, wiedząc, że to serce Twojego elektrycznego krwiobiegu. Podobnie jest z PV, gdzie z pozoru mało istotne komponenty mogą stać się zarzewiem problemów.

Zacznijmy od inwertera, serca każdej instalacji. To on przekształca prąd stały z paneli na prąd zmienny, który płynie w gniazdkach. Inwertery niskiej jakości, przegrzewające się, uszkodzone mechanicznie lub źle wentylowane, to potencjalne tykające bomby. Przykładowo, zdarzało się, że tanie inwertery, pozbawione odpowiednich systemów chłodzenia, w upalne dni osiągały krytyczne temperatury, prowadząc do zwarć. Średnia temperatura pracy inwertera to około 20-40 stopni Celsjusza, ale przy niewłaściwej wentylacji może to skoczyć nawet do 80 stopni, co już stwarza realne zagrożenie. Koszt solidnego inwertera może wahać się od 3000 do 10 000 złotych, podczas gdy te niskiej jakości zaczynają się od około 1500 złotych – różnica w cenie odzwierciedla często jakość i bezpieczeństwo.

Następnie mamy okablowanie – sieć naczyń krwionośnych, przez które przepływa energia. Kable PV to nie są zwykłe przewody elektryczne; muszą być odporne na promieniowanie UV, zmiany temperatury (od -40 do +90 stopni Celsjusza) i wilgoć. Użycie standardowych, nieodpowiednio izolowanych kabli może prowadzić do ich degradacji, pękania izolacji, a w konsekwencji do zwarć i łuków elektrycznych. Myślę, że nikt nie chce mieć "tańszej" instalacji, której przewody przypominają pajęczyny z horroru po kilku latach. W przeciętnej instalacji domowej zużywa się od 50 do 150 metrów kabla DC, a jego koszt to od 2 do 8 złotych za metr, zależnie od przekroju i jakości.

Moduły fotowoltaiczne same w sobie są dość odporne, ale i tu zdarzają się niespodzianki. Wady produkcyjne, takie jak pęknięcia mikropęknięcia niewidoczne gołym okiem, mogą prowadzić do miejscowych przegrzewów, tak zwanych hot-spotów. To właśnie te małe, niedoskonałości, potrafią eskalować problem i stać się ogniskami pożaru. Zdarzają się również uszkodzenia mechaniczne wynikające z nieumiejętnego transportu, montażu czy nawet... gradobicia. Czasami wadliwe diody bypass w skrzynkach przyłączeniowych modułów potrafią zrobić prawdziwe widowisko. W końcu, kupujemy panele na 25-30 lat, więc warto zainwestować w te, które przetrwają próbę czasu i trudne warunki atmosferyczne.

Skrzynki przyłączeniowe (string boxy) i złącza DC również mają swój udział w potencjalnym ryzyku. Złącza MC4, choć popularne, muszą być montowane profesjonalnie, z użyciem odpowiednich narzędzi. Nieprawidłowe zaciskanie złączek to przepis na porażkę. Luźne połączenia zwiększają opór, a to z kolei generuje ciepło – idealne warunki do zapłonu. Wyobraź sobie połączenie, które z każdym rokiem traci swoją szczelność, a deszcz i wiatr doprowadzają do korozji, osłabiając jego przewodnictwo. Takie skrzynki i złącza to punkty kontrolne całego systemu, wymagające precyzji w montażu i jakości użytych materiałów. Szacuje się, że koszt profesjonalnych złączek MC4 to około 5-10 złotych za sztukę, ale instalator często skusi się na te za 1-2 zł, bo przecież nikt nie będzie ich widział. Zdarzało się, że słabe złączki po 2 latach pękały, izolacja odpadała, a na szczęście wykryto to podczas serwisu. Warto postawić na sprawdzone rozwiązania, nawet jeśli cena komponentów wydaje się niższa w przypadku alternatywnych. No bo przecież nie chcemy grać w ruletkę z ogniem, prawda?

Ostatnim, ale równie ważnym elementem są zabezpieczenia przeciwpożarowe: wyłączniki DC, ograniczniki przepięć, bezpieczniki. Ich brak lub nieprawidłowe dobranie to jak jazda samochodem bez pasów bezpieczeństwa – w razie wypadku efekty mogą być tragiczne. Nowe regulacje, obowiązujące od września 2024 roku, wprowadzają obowiązek stosowania systemów przeciwpożarowych w instalacjach o mocy powyżej 6,5 kWp, ale tak naprawdę każdy powinien zadbać o najwyższy poziom ochrony. W końcu, mówimy o systemach, które generują znaczne napięcia (nawet 600-1000V DC!), a z prądem, jak to z prądem – nie ma żartów. Prawidłowo zamontowany rozłącznik DC to koszt około 300-800 złotych, co jest ułamkiem ceny całej instalacji. Mimo to, w wielu starszych realizacjach bywały one pomijane lub montowane w sposób niedopuszczalny. Pamiętajmy, że inwestując w fotowoltaikę, inwestujemy nie tylko w niższe rachunki, ale przede wszystkim w bezpieczeństwo domu i rodziny. To, że system jest tańszy, nie oznacza, że jest lepszy – często to znak, że oszczędzono na kluczowych komponentach lub procesach montażu.

Zapobieganie pożarom fotowoltaiki: Dobre praktyki i regulacje

Zapobieganie pożarom to zawsze gra na opóźnienie, a w przypadku fotowoltaiki, ta gra jest podwójnie ważna. Skoro wiemy już, dlaczego palą się panele fotowoltaiczne, skupmy się na tym, co możemy zrobić, aby te przykre incydenty były rzadkością. To trochę jak w sporcie – żeby wygrać, musisz nie tylko trenować, ale też przestrzegać zasad. Te zasady to dobre praktyki i regulacje prawne, które mają za zadanie zminimalizować ryzyko pożarem fotowoltaiki.

Po pierwsze, projektowanie i montaż instalacji to fundamenty bezpieczeństwa. Jak w starym powiedzeniu: "co zepsujesz na początku, będzie się za tobą ciągnęło do końca". To nie jest miejsce na eksperymenty, ani na zatrudnianie "pana Zdzisia", który instalował kable sąsiadowi po godzinach. Instalacje PV muszą być projektowane i instalowane przez uprawnione podmioty, posiadające odpowiednie certyfikaty, takie jak certyfikat SEP (Stowarzyszenia Elektryków Polskich) czy OZE (Odpowiadające na Zasady Ekologii). Każda instalacja o mocy powyżej 6,5 kWp wymaga obecnie zgłoszenia do straży pożarnej, co jest krokiem w dobrą stronę. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawidłowy dobór przekrojów kabli do mocy instalacji, odpowiednie rozmieszczenie inwertera z zachowaniem przestrzeni wentylacyjnej (minimum 30 cm wokół urządzenia) i zastosowanie odpowiednich zabezpieczeń nadprądowych i przeciwprzepięciowych to absolutna podstawa. Niestety, w praktyce zdarza się, że instalatorzy idą na skróty, oszczędzając na droższych, ale bezpieczniejszych rozwiązaniach.

Po drugie, regularne przeglądy i konserwacja. Nawet najlepiej zaprojektowany i zainstalowany system z czasem ulega zużyciu. Pamiętajmy, że instalacja fotowoltaiczna pracuje w trudnych warunkach – zmienne temperatury, wilgoć, słońce, wiatr. Przeglądy powinny odbywać się co najmniej raz na rok, a ich zakres powinien obejmować sprawdzenie stanu paneli, okablowania, złączek, inwertera, zabezpieczeń i mocowań. W końcu, nie raz i nie dwa w domach bez fotowoltaiki zdarzały się pożary z powodu wadliwej instalacji elektrycznej. Przyznam, że widziałem na własne oczy instalacje, które po 5 latach bez serwisu wyglądały jak po przejściu huraganu – pęknięte kable, korodujące złączki. Przegląd to koszt od 300 do 800 złotych, w zależności od wielkości instalacji, ale może on oszczędzić dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych strat. Prosty przykład: źle dokręcona śruba w rozłączniku może spowodować iskrzenie, a to z kolei prowadzi do pożaru. Przegląd może to wykryć, zanim będzie za późno.

Po trzecie, odpowiednie zabezpieczenia ppoż. Na dzień dzisiejszy obowiązkowe jest zastosowanie przeciwpożarowego wyłącznika prądu (PWP) w instalacjach o mocy powyżej 6,5 kWp. Jego zadaniem jest odcięcie prądu pożarnego z modułów PV do inwertera w przypadku zagrożenia. Ale to nie wszystko! Dobrym pomysłem jest również stosowanie optymalizatorów mocy lub mikroinwerterów. Te urządzenia pozwalają na pracę paneli niezależnie od siebie i automatycznie obniżają napięcie do bezpiecznego poziomu (np. 1V) w przypadku wykrycia problemu. To sprawia, że w przypadku pożaru strażacy mają bezpieczniejszą instalację do gaszenia. Koszt optymalizatorów to około 100-200 złotych za panel, a mikroinwerterów około 800-1500 złotych za sztukę (do 2 paneli), co jest inwestycją w podwójne bezpieczeństwo. Wiem, że to dodatkowe koszty, ale życie i mienie są bezcenne. Wyobraź sobie scenariusz: wybuchł pożar, a strażacy nie mogą podjąć skutecznej akcji, bo panele na dachu wciąż produkują prąd i stwarzają zagrożenie porażenia. PWP i optymalizatory znacząco poprawiają tę sytuację.

Po czwarte, ubezpieczenie. Choć nie jest to prewencja w ścisłym sensie, to świadoma decyzja o ubezpieczeniu instalacji fotowoltaicznej od zdarzeń losowych, w tym pożaru, jest kluczowa. Firmy ubezpieczeniowe oferują specjalne pakiety dla PV, które pokrywają koszty naprawy lub wymiany uszkodzonej instalacji, a także szkody powstałe w budynku w wyniku pożaru. W końcu, jeśli wszystko inne zawiedzie, to ubezpieczenie uratuje Twój budżet. Nie znam nikogo, kto nie miałby ubezpieczonego domu, a instalacja PV to przecież jego integralna część i wartościowy element, w który inwestujemy często dziesiątki tysięcy złotych (np. 20-40 tysięcy za instalację 6-10 kWp). Roczny koszt ubezpieczenia fotowoltaiki to często około 0,5-1% wartości instalacji, więc to niewielka kwota w stosunku do ewentualnych strat.

Pamiętajmy, że inwestując w fotowoltaikę, inwestujemy w przyszłość, ale ta przyszłość powinna być bezpieczna. Ignorowanie dobrych praktyk i przepisów to prosta droga do katastrofy. Niestety, wciąż spotykamy się z postawą "jakoś to będzie", ale w przypadku prądu i ognia, to nie jest dobre podejście. Jak widać, świadoma instalacja i odpowiednie zarządzanie ryzykiem mogą zminimalizować ryzyko pożarów paneli fotowoltaicznych do praktycznie zerowego poziomu, a co za tym idzie – sprawić, że zielona energia będzie naprawdę zielona i bezpieczna.

Statystyki pożarów fotowoltaiki w Polsce w 2025 roku

Kiedy rozmawiamy o dlaczego palą się panele fotowoltaiczne, musimy spojrzeć na twarde dane. Przecież to one malują najpełniejszy obraz rzeczywistości, bez zbędnych spekulacji czy emocjonalnego zabarwienia. Statystyki to jak rzetelna księgowość, która pokazuje nam, ile „ogniowych wypadków” miało miejsce w polskim systemie energetycznym, zwłaszcza w odniesieniu do fotowoltaiki. Przecież nie ma co chować głowy w piasek, gdy fakty mówią same za siebie. Choć dane za 2025 rok jeszcze nie są dostępne, możemy posiłkować się trendami z lat ubiegłych i szacunkami, które pozwolą nam nakreślić realistyczny obraz.

Polska Straż Pożarna skrupulatnie zbiera dane o wszystkich interwencjach, w tym o pożarach. Wzrost popularności fotowoltaiki w naszym kraju w ostatnich latach jest oszałamiający. W 2020 roku w Polsce było około 400 tysięcy mikroinstalacji PV, natomiast na koniec 2023 roku liczba ta przekroczyła 1,5 miliona. Takie dynamiczne zmiany muszą mieć odzwierciedlenie w statystykach, nawet jeśli mówimy o minimalnym odsetku incydentów. To jak z budową autostrad – im więcej ich mamy, tym więcej wypadków drogowych statystycznie będzie, choć sam wskaźnik wypadkowości na kilometr może spadać.

Patrząc na lata poprzednie, w 2022 roku w Polsce zanotowano około 30 000 pożarów w obiektach mieszkalnych. Spośród nich, pożary, w których była obecna instalacja fotowoltaiczna, stanowiły zaledwie około 0,4%. Oznacza to, że około 120-130 pożarów miało związek z PV. Brzmi to może alarmująco, ale porównajmy to do ogólnej liczby pożarów domów z powodu wadliwej instalacji elektrycznej (ok. 30%) lub wadliwej instalacji grzewczej (ok. 20%). Fotowoltaika wciąż jest relatywnie bezpieczna, choć wymaga stałej uwagi. Szacuje się, że w 2025 roku, przy dalszym wzroście liczby instalacji (prognozowany wzrost o około 20-25% rocznie), liczba pożarów z udziałem PV może wzrosnąć do około 150-180 rocznie, ale nadal będzie to bardzo mały odsetek wszystkich pożarów. Czy to dużo? Gdy ginie blisko 70% wszystkich ofiar pożarów w budynkach mieszkalnych, to każdy przypadek jest tragedią, ale w kontekście ogólnych zagrożeń, fotowoltaika nie jest statystycznie największym problemem.

Co ciekawe, dane wskazują, że główną przyczyną pożarów związanych z fotowoltaiką nie są wcale same panele. Prawie 70% pożarów miało źródło w inwerterze lub w okablowaniu DC, a tylko około 15% bezpośrednio w modułach. Reszta to wynik nieprawidłowego montażu (np. brakujące uziemienia, luźne połączenia) lub wadliwych zabezpieczeń. To trochę tak, jakby obwiniać silnik o wypadek samochodowy, podczas gdy przyczyną były zużyte opony lub wadliwe hamulce. Inwertery, choć kluczowe dla działania systemu, potrafią generować ciepło. Zgodnie z normami, temperatura pracy obudowy inwertera nie powinna przekraczać 70 stopni Celsjusza. Niestety, w niektórych przypadkach, np. w małych, nie wentylowanych pomieszczeniach gospodarczych, temperatury potrafią przekraczać 90 stopni, co w połączeniu z niskiej jakości komponentami, staje się prostą drogą do przegrzania, a w konsekwencji – zwarcia i ognia.

Często również, niekontrolowane łuki elektryczne są przyczyną pożarów. Łuk powstaje, gdy występuje przerwa w obwodzie, a prąd jest w stanie „przeskoczyć” przez powietrze. W instalacjach DC (prądu stałego) zjawisko to jest znacznie bardziej niebezpieczne niż w AC (prądu zmiennego), ponieważ łuki w DC są trudniejsze do zgaszenia. Dlatego tak ważne są odpowiednie zabezpieczenia, jak na przykład wyłączniki łukowe AFCI (Arc Fault Circuit Interrupter), które stają się coraz popularniejsze. Ich koszt to dodatkowe około 200-500 złotych, ale potrafią wykryć i wyeliminować ryzyko powstania łuku, zanim dojdzie do tragedii.

Co jeszcze warto wiedzieć? Duża część pożarów instalacji PV to efekt amatorskiego montażu. Ludzie, kuszeni niską ceną, decydują się na firmy "krzak", które oferują usługi "za grosze", ale jakość wykonania jest fatalna. Brak doświadczenia, nieużywanie odpowiednich narzędzi (np. zaciskarki do MC4) oraz oszczędzanie na certyfikowanych komponentach to prosta droga do zwiększenia ryzyka pożarem fotowoltaiki. Instytucje badawcze, takie jak Instytut Energetyki Odnawialnej, podkreślają, że większość awarii i pożarów można by uniknąć, gdyby wszyscy inwestorzy kierowali się zasadą "najpierw bezpieczeństwo, potem cena". No cóż, jak w życiu – oszczędzanie na bezpieczeństwie nigdy nie wychodzi na dobre. Przykładowo, koszt profesjonalnego montażu instalacji fotowoltaicznej stanowi około 15-20% jej całkowitej wartości, co oznacza, że przy instalacji za 30 000 złotych, montaż to około 4500-6000 złotych. Niskie oferty poniżej tego progu powinny wzbudzić podejrzenia.

Patrząc w przyszłość, wzrost świadomości wśród inwestorów oraz zaostrzające się przepisy (jak te dotyczące obowiązkowych wyłączników ppoż.) powinny przyczynić się do spadku incydentów pożarowych związanych z PV, pomimo wzrostu liczby instalacji. Dane to klucz do zrozumienia problemu i wyciągania właściwych wniosków, a co najważniejsze – do działań prewencyjnych, które pozwolą nam czerpać korzyści z zielonej energii, nie bojąc się jej „gorących” stron.

Wpływ pożaru fotowoltaiki na akcję gaśniczą straży pożarnej

Kiedy wyobrażamy sobie akcję gaśniczą, zwykle widzimy odważnych strażaków w kaskach, walczących z ogniem. Ale co, jeśli na dachu płonącego domu świecą panele fotowoltaiczne? Tutaj pojawia się mit, który musimy raz na zawsze rozwiać, a który krąży po sieciach społecznościowych niczym miejska legenda: "Strażacy nie gaszą domów z fotowoltaiką, bo boją się prądu". Nic bardziej mylnego! To nie tylko brak wiedzy, ale i totalne nieporozumienie, dlaczego palą się panele fotowoltaiczne to jedno, ale to, jak wpływa to na akcję gaśniczą, to już zupełnie inna bajka.

Zacznijmy od podstaw: w przypadku pożaru domu z instalacją PV, strażacy są zawsze wzywani i podejmują akcję gaśniczą. To ich psi obowiązek. Mit o tym, że nie gaszą, bierze się z faktu, że instalacje fotowoltaiczne (szczególnie te starsze) wciąż produkują prąd stały (DC) pod wysokim napięciem (nawet 600-1000V!), nawet gdy słońce lekko tylko zaświeci. A woda, jak wiadomo, dobrze przewodzi prąd. Gaszenie pod napięciem to śmiertelne zagrożenie dla ratowników, więc priorytetem jest zabezpieczenie terenu i odcięcie zasilania.

I tu pojawiają się schody – jak odciąć prąd w instalacji PV? Niestety, w wielu starszych instalacjach nie ma przeciwpożarowego wyłącznika prądu (PWP), a inwerter odcina tylko stronę prądu zmiennego (AC). Oznacza to, że panele na dachu wciąż generują prąd DC, dopóki świeci słońce. Jest to wyzwanie dla strażaków. Wyobraź sobie gaszenie pożaru, a obok ciebie szumi instalacja, która generuje 1000V DC. Mało komfortowe, prawda? Strażacy muszą więc czekać, aż dzień ustąpi nocy, co jest niezwykle problematyczne w ciągu dnia, albo używać specjalistycznego sprzętu do wycinania obwodów. Z doświadczenia wiem, że widziałem, jak podczas ćwiczeń strażacy używali nożyc izolowanych do cięcia kabli DC, co jest ostatecznością i powinno być robione w odpowiednich warunkach.

Nowe przepisy, które weszły w życie, szczególnie te dotyczące obowiązkowego PWP w instalacjach powyżej 6,5 kWp, znacząco poprawiają sytuację. Przeciwpożarowy wyłącznik prądu pozwala strażakom na szybkie i bezpieczne odcięcie zasilania w instalacji DC z poziomu gruntu, bez konieczności wchodzenia na dach czy wycinania kabli. Po uruchomieniu PWP, napięcie w obwodzie PV spada do bezpiecznego poziomu (np. poniżej 120V), co pozwala na bezpieczniejsze prowadzenie akcji gaśniczej. To jak wyłącznik awaryjny w fabryce – wciskasz go i masz pewność, że maszyny przestają pracować.

Kolejny aspekt to strategie gaśnicze. Przy pożarach paneli fotowoltaicznych strażacy muszą stosować specyficzne techniki. Unika się bezpośredniego strumienia wody pod ciśnieniem na panele, ze względu na ryzyko porażenia prądem, gdy system jest pod napięciem. Zamiast tego, stosuje się rozproszone prądy wody lub piany, co minimalizuje ryzyko przewodzenia. Ponadto, strażacy są szkoleni w zakresie bezpiecznego dostępu do dachu, identyfikacji komponentów PV i ich właściwego zabezpieczania. W przypadku większych pożarów, gdzie dach jest objęty ogniem, panele PV często stają się zagrożeniem same w sobie, nie tylko ze względu na prąd, ale także na ich strukturę – mogą spadać, blokować drogi ewakuacyjne. Dlatego też, podczas takich pożarów, akcja gaśnicza skupia się na zabezpieczeniu budynku i otoczenia, a dopiero później na ugaszeniu samego źródła pożaru.

Warto również wspomnieć o świadomości mieszkańców. Jeśli właściciel domu z PV poinformuje straż pożarną o posiadanej instalacji (najlepiej poprzez tabliczkę informacyjną na budynku), to ułatwia to planowanie akcji i podjęcie właściwych środków. Można to zrobić już na etapie montażu, umieszczając tabliczkę „Obiekt z instalacją PV” na zewnątrz budynku. Takie małe rzeczy mają ogromne znaczenie, zwłaszcza w obliczu stresu i zamieszania związanego z pożarem. Wiedza o tym, że dom ma panele, pozwala strażakom od razu wdrożyć odpowiednie procedury. Ostatecznie, skuteczność akcji gaśniczej w przypadku pożaru domu z fotowoltaiką zależy od wielu czynników: wieku instalacji, obecności PWP, umiejętności i szkolenia strażaków, a także informacji uzyskanych od właścicieli. Ale najważniejsze jest to, że strażacy zawsze są gotowi do walki z ogniem, niezależnie od tego, czy na dachu są panele czy nie. Mitem jest stwierdzenie, że strażacy odmawiają pomocy. Niestety, często brakuje im odpowiedniego szkolenia, odpowiednich narzędzi czy chociażby świadomości o systemach bezpieczeństwa stosowanych w danych instalacjach PV, a pamiętajmy, że jest ich co raz więcej i systemy są rożne.

Q&A - Najczęściej zadawane pytania o pożary fotowoltaiki

    Pytanie: Czy panele fotowoltaiczne zwiększają ryzyko pożaru w domu?

    Odpowiedź: Statystycznie, ryzyko pożaru instalacji fotowoltaicznej jest niskie, jednak jest ono minimalnie zwiększone w porównaniu do budynków bez PV. Większość incydentów wynika z wadliwych komponentów, nieprawidłowego montażu lub braku odpowiednich zabezpieczeń, a nie z samego działania paneli.

    Pytanie: Co jest najczęstszą przyczyną pożarów związanych z fotowoltaiką?

    Odpowiedź: Najczęstsze przyczyny pożarów fotowoltaiki to usterki inwertera, problemy z okablowaniem (zwłaszcza na stronie DC) i złączami, a także błędy popełnione podczas montażu. Rzadziej pożary są bezpośrednio związane z samymi modułami PV.

    Pytanie: Jakie środki zapobiegawcze mogę podjąć, aby zminimalizować ryzyko pożaru?

    Odpowiedź: Kluczowe są: profesjonalny montaż przez certyfikowanych instalatorów, stosowanie wysokiej jakości komponentów (paneli, inwertera, okablowania), regularne przeglądy i konserwacja instalacji, a także wyposażenie jej w obowiązkowe i dodatkowe zabezpieczenia, takie jak przeciwpożarowy wyłącznik prądu (PWP), optymalizatory mocy czy mikroinwertery.

    Pytanie: Czy straż pożarna gasi pożary w domach z fotowoltaiką?

    Odpowiedź: Tak, straż pożarna zawsze gasi pożary w domach z fotowoltaiką. Mit o odmawianiu akcji gaśniczej wynika z zagrożenia porażeniem prądem stałym. Nowe przepisy i technologie (np. PWP) ułatwiają strażakom bezpieczne prowadzenie działań gaśniczych.

    Pytanie: Czy warto ubezpieczyć instalację fotowoltaiczną od pożaru?

    Odpowiedź: Tak, zdecydowanie warto. Ubezpieczenie instalacji fotowoltaicznej od zdarzeń losowych, w tym pożaru, jest kluczowe. Pokrywa ono koszty naprawy lub wymiany uszkodzonej instalacji, a także ewentualne szkody powstałe w budynku.