Jak wymierzyć i obliczyć płytki na ścianę 2025? Poradnik krok po kroku
Zabierasz się za remont, Twoje serce bije szybciej na myśl o nowym wyglądzie wnętrza, ale stajesz przed fundamentalnym pytaniem: Jak wymierzyc płytki na ścianie, aby nie kupić ani za mało, ani za dużo? To proste, wystarczy precyzyjnie zmierzyć powierzchnię ściany lub podłogi, a następnie podzielić ją przez powierzchnię jednej płytki, pamiętając o koniecznym zapasie.

- Pomiar ścian o nietypowych kształtach
- Obliczanie potrzebnej liczby płytek w oparciu o powierzchnię
- Ile płytek mieści się na 1 metrze kwadratowym?
- Dlaczego potrzebujesz rezerwy? Obliczanie zapasu płytek
Zrozumienie, jak powierzchnia płytki wpływa na liczbę potrzebnych sztuk, to klucz do sukcesu. Płytki występują w rozmaitych formatach, od drobnej mozaiki po ogromne płyty wielkoformatowe, a każdy rozmiar ma swoje specyficzne "przeliczniki" na metr kwadratowy.
Przykładowo, analizując dane rynkowe i specyfikacje producentów, zauważamy pewne zależności. Spójrzmy na często spotykane wymiary i ich teoretyczne pokrycie:
| Format Płytki (cm) | Powierzchnia jednej płytki (m²) | Szacowana liczba płytek na 1 m² (teoretycznie) |
|---|---|---|
| 10x10 | 0.01 | 100 |
| 30x60 | 0.18 | ~5.56 (praktycznie 6) |
| 60x60 | 0.36 | ~2.78 (praktycznie 3) |
| 30x75 | 0.225 | ~4.44 (praktycznie 5) |
| 120x120 | 1.44 | ~0.69 (praktycznie 1) |
Widzisz? Różnice są kolosalne. Choć teoretyczne wyliczenia dają liczby ułamkowe, w rzeczywistości kupujemy pełne sztuki, a często i całe paczki, co wprowadza kolejne zmienne do naszych kalkulacji i podkreśla znaczenie precyzyjnych pomiarów i zrozumienia jednostek.
To właśnie ta pozornie drobna różnica między teorią a praktyką – czyli konieczność zaokrąglania w górę i uwzględniania opakowań – sprawia, że dokładne wyliczenia są tak ważne, aby uniknąć kosztownych błędów i nieprzyjemnych niespodzianek na placu budowy.
Nie każdy wymiar pasuje idealnie w metrze kwadratowym, a to skłania do głębszego zastanowienia nad metodologią pomiarów i obliczeń, zwłaszcza gdy mierzymy się ze ścianami, które, bądźmy szczerzy, rzadko kiedy są idealnie prostokątne i wolne od przeszkód.
Pomiar ścian o nietypowych kształtach
No dobra, przyznajmy szczerze: świat remontów rzadko kiedy funduje nam ściany idealnie prostokątne jak kartka papieru. Zazwyczaj w łazience mamy do czynienia z wnękami, wykuszami, pionami instalacyjnymi, a czasem i ze skosami na poddaszu czy zaokrąglonymi narożnikami architektonicznymi.
W takiej sytuacji standardowe mnożenie "długość razy szerokość" przestaje być wystarczające. Nasz analityczny umysł musi wejść na wyższy poziom, niczym detektyw rozkładający na czynniki pierwsze skomplikowaną zagadkę.
Klucz tkwi w metodyce. Musimy podzielić naszą skomplikowaną powierzchnię na mniejsze, łatwiejsze do ogarnięcia figury geometryczne. Najczęściej będą to prostokąty, kwadraty, a czasem trójkąty czy trapezy.
Wyobraźmy sobie ścianę w kształcie litery "L". Prosta sprawa, prawda? Mierzymy jej długość i wysokość w najdłuższym fragmencie, otrzymując jeden duży prostokąt. Następnie mierzymy fragment, który "brakował", aby był to pełny prostokąt (czyli ta część wcięcia), i odejmujemy jego powierzchnię od powierzchni tego "brakującego" dużego prostokąta, albo po prostu dzielimy L-kę na dwa mniejsze, pełne prostokąty i sumujemy ich powierzchnie.
To podejście "dziel i rządź" sprawdza się w większości przypadków. Jeśli mamy wnękę na grzejnik czy zabudowę, mierzymy jej szerokość i wysokość, obliczamy jej powierzchnię, a następnie odejmujemy ją od całkowitej powierzchni ściany, którą wyliczyliśmy pierwotnie, nie uwzględniając tej wnęki.
Podobnie postępujemy z oknami i drzwiami, o ile zamierzamy układać płytki wokół nich, ale nie na całej ich powierzchni. Mierzymy powierzchnię okna lub drzwi (światło przejścia lub ramę do miejsca, gdzie płytka dojdzie) i odejmujemy tę powierzchnię od powierzchni ściany. Proste, prawda?
Co z nietypowymi elementami, takimi jak kolumny czy zaokrąglone narożniki? Powierzchnia kolumny będzie zależeć od jej kształtu (prostokąt, koło) i wysokości, do której kładziemy płytki.
Dla prostokątnej kolumny liczymy sumę powierzchni jej boków (obwód podstawy razy wysokość). Dla okrągłej kolumny potrzebujemy obwodu (π * średnica lub 2 * π * promień) i wysokości. Pomiar okręgu wymaga elastycznej miary.
Zaokrąglenia są najbardziej podchwytliwe. Tutaj często konieczne jest albo bardzo dokładne podzielenie łuku na małe, prostokątne "paski" i sumowanie ich powierzchni (co bywa upierdliwe), albo skorzystanie ze szablonów i przybliżonych obliczeń, a finalnie zwiększenie rezerwy, bo cięcie płytek po łuku generuje spore straty.
Pamiętam taką kuchnię, gdzie inwestor uparł się na zaokrąglony narożnik przy zabudowie. Pomiary były trudne, cięcie płytek – istna masakra. Poszło prawie dwa razy więcej materiału niż teoretycznie wynikało z powierzchni, właśnie przez te łuki i konieczność docięć.
Ważne jest, aby nie liczyć "na oko". Centymetr po centymetrze, figura po figurze. Zapisuj każdy pomiar i każdy częściowy wynik na kartce. Użyj szkicu ściany, nanieś na nim wymiary poszczególnych segmentów, wnęk i przeszkód. To minimalizuje ryzyko błędu.
Nie bój się zdezynsekować swojego wewnętrznego matematyka. To nie są zaawansowane całki, tylko proste działania na polach figur. Suma pól to całkowita powierzchnia do pokrycia. Suma pól wnęk/okien/drzwi do odjęcia to powierzchnia, której nie kafelkujemy.
Końcowy wynik po odjęciu wszystkich "niepłytkowanych" fragmentów to faktyczna powierzchnia, którą musisz pokryć ceramiką. Ale to dopiero początek drogi do obliczenia liczby potrzebnych płytek.
Pamiętaj, że dokładność na tym etapie jest fundamentalna. Błąd pomiarowy, nawet mały, zwielokrotniony przez setki płytek, może skończyć się tym, że albo zostanie Ci kupa niepotrzebnego materiału, albo co gorsza, zabraknie Ci go w kulminacyjnym momencie pracy.
Przed przystąpieniem do pomiarów upewnij się, że ściana jest czysta i dostępna. Usuń stare okładziny, listwy przypodłogowe, wszelkie przeszkody, które mogłyby zafałszować pomiar. Mierz od tynku do tynku, od krawędzi do krawędzi.
W przypadku ścian pod skosem, mierz wysokość w kilku punktach i potraktuj taką powierzchnię jako trapez (jeśli górna krawędź jest prosta) lub spróbuj podzielić ją na mniejsze trójkąty i prostokąty.
Im bardziej skomplikowany kształt, tym bardziej szczegółowy musi być Twój szkic i pomiary. Nie zapomnij o zaznaczeniu na szkicu, gdzie znajdują się punkty zasilania elektrycznego, przyłącza hydrauliczne – to miejsca, gdzie na pewno będzie konieczne cięcie płytek.
Opanowanie pomiaru nietypowych kształtów to umiejętność, która odróżnia amatora od kogoś, kto podchodzi do pracy z należytą starannością i zrozumieniem.
To trochę jak gra w Tetrisa, tylko zamiast spadających klocków masz realne fragmenty ściany i musisz "dopasować" do nich swoje metody pomiaru i kalkulacji. Cel jest jeden: precyzyjne obliczenie potrzebnej ilości płytek.
Obliczanie potrzebnej liczby płytek w oparciu o powierzchnię
Masz już twarde dane: dokładną powierzchnię ściany (czy podłogi) wyrażoną w metrach kwadratowych, pomniejszoną o okna, drzwi i inne "niepłytkowane" elementy. Świetnie! To kamień węgielny Twoich dalszych kalkulacji.
Następny krok to przełożenie tej powierzchni na konkretną liczbę płytek. I tu wkracza magia (albo po prostu matematyka) związana z rozmiarem wybranej przez Ciebie ceramiki.
Każda płytka, niezależnie od jej formatu, zajmuje określoną powierzchnię. Ta powierzchnia, wyrażona w metrach kwadratowych, jest naszym kluczem do konwersji "powierzchni ściany" na "liczbę sztuk płytki".
Najprostsza metoda obliczania potrzebnej ilości płytek opiera się na iloczynie całkowitej powierzchni do pokrycia (w m²) i liczby płytek mieszczących się teoretycznie na jednym metrze kwadratowym (czym zajmiemy się szczegółowo w kolejnym rozdziale, ale przyjmijmy na chwilę, że tę wartość już znamy).
Czyli formuła jest prosta jak budowa cepa: Całkowita liczba płytek (sztuki) = Powierzchnia do pokrycia (m²) * Liczba płytek na 1 m² (sztuki/m²).
Weźmy przykład: zmierzyłeś łazienkę i powierzchnia ścian do płytkowania, po odjęciu okna i drzwi, wynosi 15 m². Wybrałeś płytki o wymiarach 30x60 cm. Z danych producenta (lub z Twoich własnych obliczeń, jak za chwilę pokażemy) wiesz, że na 1 m² wchodzi około 5.56 sztuki takiej płytki.
Mnożymy: 15 m² * 5.56 sztuki/m² = 83.4 sztuki. No i tu pojawia się ten niuans: płytki sprzedaje się na sztuki (rzadko) lub, co znacznie częstsze, w pełnych paczkach. Zatem te 83.4 sztuki to dopiero teoretyczny wynik bazowy.
Ten wynik nie uwzględnia jeszcze zapasu na straty (o tym będzie osobny, bardzo ważny rozdział). Jest to tylko "czysta" liczba płytek potrzebnych do idealnego, bezodpadowego pokrycia powierzchni.
Niektórzy próbują podejść do tematu inaczej, mierząc liczbę pełnych płytek, które zmieszczą się w rzędzie poziomym i pionowym na danej ścianie i mnożąc te liczby. To metoda dobra dla bardzo prostych, prostokątnych ścian, ale absolutnie niewystarczająca dla nietypowych kształtów czy ścian z oknami, drzwiami, itp.
Metoda oparta na powierzchni jest uniwersalna i skalowalna. Działa zarówno dla małego paska nad blatem kuchennym, jak i dla całego piętra domu. Kluczem jest tylko to precyzyjne wyliczenie powierzchni do pokrycia i świadomość, ile dana płytka "waży" w metrach kwadratowych.
Wiele kalkulatorów dostępnych w internecie prosi o podanie właśnie powierzchni w m² i rozmiaru płytki. One w tle robią dokładnie to, co właśnie opisujemy: wyliczają, ile razy powierzchnia jednej płytki "mieści się" w sumarycznej powierzchni do pokrycia.
Jeśli wybierasz płytki o bardzo małym formacie, np. 10x10 cm, na metr kwadratowy potrzebujesz ich aż 100 (bo 0.1m * 0.1m = 0.01 m², a 1 / 0.01 = 100). Dla tych samych 15 m² ściany, potrzeba by teoretycznie 15 * 100 = 1500 sztuk. Diametralna różnica!
To podkreśla, jak format płytki wpływa na logistykę zakupu i oczywiście na koszt, bo cena często podawana jest za metr kwadratowy, ale finalnie płacimy za sztuki lub paczki.
Przy płytkach wielkoformatowych, np. 120x120 cm (1.44 m² na sztukę), na 15 m² potrzeba by teoretycznie 15 / 1.44 ≈ 10.42 sztuki. Czyli teoretycznie niewiele, ale pamiętaj, że każda z tych sztuk to spory, drogi element.
Zrozumienie tej relacji między powierzchnią a liczbą płytek jest esencją tego, jak się oblicza potrzebną ilość płytek. To baza, do której dodamy potem margines błędu i zapas na straty, co jest kluczowe dla płynnego przebiegu prac.
Nie zapominaj, że każda ściana może być traktowana oddzielnie w obliczeniach powierzchni, a następnie te powierzchnie są sumowane, aby uzyskać całkowitą powierzchnię do pokrycia w danym pomieszczeniu lub na danym obszarze.
Nie ma sensu łączyć pomiarów kuchni i łazienki, chyba że kładziesz tę samą płytkę na wszystkich ścianach w całym domu, co zdarza się rzadko. Mierz i obliczaj pomieszczenie po pomieszczeniu.
Ten etap to tylko suche obliczenia. Nie ma tu miejsca na domysły czy liczenie na farta. Masz powierzchnię w m²? Znasz powierzchnię swojej płytki w m²? Dzielisz albo mnożysz, to naprawdę aż tyle i tylko tyle na tym etapie.
Ale dlaczego tak uparcie wracam do "liczby płytek na 1 m²" jako odrębnego tematu? Ponieważ choć wydaje się to banalne, ma swoje pułapki, które warto znać.
Ile płytek mieści się na 1 metrze kwadratowym?
To pytanie wydaje się trywialne, ale odpowiedź na nie jest fundamentem precyzyjnego wyliczenia całkowitej liczby płytek. Znając ile płytek wchodzi na metr kwadratowy, łatwiej oszacować potrzeby.
Definicja jest prosta: jest to liczba sztuk danej płytki potrzebna do teoretycznego, bezstratnego pokrycia powierzchni jednego metra kwadratowego (1m²). Brzmi prosto, ale diabeł tkwi w szczegółach formatu.
Aby samodzielnie obliczyć tę wartość dla konkretnego rozmiaru płytki, musisz znać jej wymiary i umieć przeliczyć je na metry. Standardowo wymiary podawane są w centymetrach (np. 30x60 cm) lub milimetrach (np. 300x600 mm).
Przeliczamy wymiary na metry: 30 cm to 0.3 metra, 60 cm to 0.6 metra. 300 mm to 0.3 metra, 600 mm to 0.6 metra. To pierwszy, krytyczny krok.
Następnie obliczamy powierzchnię jednej płytki w metrach kwadratowych, mnożąc jej długość (w metrach) przez jej szerokość (w metrach). Dla płytki 30x60 cm: Powierzchnia = 0.3 m * 0.6 m = 0.18 m².
Teraz, aby dowiedzieć się, ile płytek wchodzi na metr kwadratowy, dzielimy 1 m² przez powierzchnię jednej płytki (w m²): Liczba płytek na 1 m² = 1 m² / Powierzchnia jednej płytki (m²).
Kontynuując przykład z płytką 30x60 cm: Liczba płytek na 1 m² = 1 m² / 0.18 m² ≈ 5.555... sztuki.
Widzisz ten ułamek? 5.555 sztuki. To teoretyczna wartość, która mówi, ile "idealnie pasujących" fragmentów płytki mieści się na metrze. W praktyce jednak kupujemy pełne sztuki. Zatem, jeśli potrzebujemy pokryć dokładnie 1 m², musimy kupić 6 sztuk, bo 5.555 sztuki kupić się nie da.
Podany w danych przykład płytki 30x75 cm daje powierzchnię 0.3 m * 0.75 m = 0.225 m². Dzieląc 1 m² przez 0.225 m², otrzymujemy ≈ 4.444... sztuki na 1 m².
Podobnie jak wcześniej, tej liczby nie da się kupić. W praktyce na każdy metr kwadratowy teoretycznie potrzebujemy 4.44 sztuki, ale musimy kupić 5 sztuk, żeby mieć "za dużo" materiału na ten metr kwadratowy. To "za dużo" to już zalążek naszego zapasu, o którym za chwilę.
Dlaczego to takie ważne? Bo producenci często podają na opakowaniach, ile metrów kwadratowych pokrywa jedna paczka, ale wiedza o tym, ile sztuk jest w paczce i ile tych sztuk przypada na metr kwadratowy, pozwala nam weryfikować te dane i świadomie planować zakup.
W przypadku dużych formatów, np. 120x120 cm (1.2 m * 1.2 m = 1.44 m²), powierzchnia jednej płytki jest większa niż 1 m². Tutaj kalkulacja idzie inaczej: na 1 m² potrzebujemy ułamek płytki (1 m² / 1.44 m² ≈ 0.69 sztuki). To potwierdza, że przy dużym formacie każda sztuka materiału ma znaczną wagę w pokrywanej powierzchni.
Znajomość tej wartości "płytek na mkw" pozwala również szybko oszacować koszt metra kwadratowego, jeśli znamy cenę jednej sztuki (choć cena zazwyczaj podawana jest właśnie za m², ale warto wiedzieć, jak to się przelicza).
Pamiętaj, że ta wartość "płytek na 1 mkw" nie uwzględnia fug. Szerokość fugi ma minimalny wpływ na *powierzchnię* metra kwadratowego pokrytego płytkami i fugą (jest to dosłownie minimalna różnica w sumie powierzchni geometrycznych), ale może mieć znaczenie dla *układu* i dopasowania płytek na bardzo precyzyjnie wymierzonych, małych powierzchniach, choć przy obliczaniu ogólnej liczby płytek na dużą ścianę często jest pomijana na tym etapie na rzecz zapasu.
W katalogach i na stronach sklepów, producenci często podają gotową informację, ile sztuk danej płytki jest w opakowaniu i ile m² pokrywa jedno opakowanie. Warto te dane sprawdzić i porównać z własnymi obliczeniami "płytek na mkw".
Często informacja ta brzmi: "Opakowanie zawiera X sztuk i wystarcza na Y m²". Dzieląc Y przez X otrzymamy faktyczną (zazwyczaj delikatnie zaokrągloną przez producenta) powierzchnię jednej płytki lub liczbę płytek na m². Zazwyczaj jest to 1m² podzielone przez ilość m² w paczce pomnożone razy ilość sztuk w paczce i wtedy wychodzi dokładnie.
Na przykład, paczka płytek 30x60 cm zawiera 8 sztuk i pokrywa 1.44 m². Dzieląc 1.44 m² przez 8 sztuk, otrzymujemy 0.18 m² na sztukę – zgadza się z naszym obliczeniem (0.3m * 0.6m).
Ta wiedza jest kluczowa, gdy przechodzimy do finalnego etapu zakupów i musimy przeliczyć naszą teoretyczną liczbę potrzebnych sztuk (czy m²) na pełne paczki materiału.
Podsumowując: pomierz powierzchnię do położenia (m²), oblicz powierzchnię jednej płytki (m²), podziel 1 przez powierzchnię jednej płytki – otrzymasz liczbę sztuk na mkw. Ta wartość, pomnożona przez powierzchnię ściany, da Ci teoretyczną liczbę płytek.
Ale nie biegnij jeszcze do sklepu! Brakuje nam jeszcze jednego, szalenie istotnego elementu układanki – niezbędnego zapasu.
Dlaczego potrzebujesz rezerwy? Obliczanie zapasu płytek
Kupiłeś dokładnie tyle płytek, ile wynikało z twoich super precyzyjnych obliczeń powierzchni ściany podzielonej przez powierzchnię jednej płytki? Ojojoj... Czujemy w kościach, że czeka Cię nerwowa gonitwa do sklepu w kulminacyjnym momencie prac. Dlaczego? Ponieważ obliczanie zapasu płytek to równie ważny etap, jak sam pomiar.
Płytki mają tendencję do "znikania". Nie, nie o magię tu chodzi, a o prozaiczne straty. Cięcie materiału to podstawa większości prac glazurniczych. Płytkę trzeba dociąć, żeby zmieściła się na końcu rzędu, żeby obeszła rurę kanalizacyjną, żeby wpasowała się we wnękę.
Każde cięcie to potencjalny odpad. Jeśli docinasz mały kawałek, reszta płytki teoretycznie może się jeszcze przydać. Ale jeśli musisz wyciąć skomplikowany kształt (np. otwór na gniazdko, wygięcie wokół rury), z dużej płytki może zostać tylko fragment, który do niczego się już nie nada.
A to nie jedyne źródło strat! Czasem płytka pęknie w trakcie cięcia, czasem spadnie i stłucze się, zanim trafi na ścianę, a czasem po prostu popełnimy błąd w mierzeniu lub cięciu (zwłaszcza jeśli jesteśmy amatorami).
Dlatego rezerwa płytek to nie "kupowanie na zapas bo tak", ale rozsądne zabezpieczenie przed przerwami w pracy i potencjalnymi problemami z dokupieniem materiału (o czym za chwilę).
Zasada kciuka mówi o dodaniu 5-10% zapasu do obliczonej, "czystej" liczby płytek (lub metrów kwadratowych). Ale te 5-10% to tylko punkt wyjścia. Dokładny procent zależy od wielu czynników.
Co wpływa na wielkość potrzebnej rezerwy? Po pierwsze, układ płytek na podłodze i ścianach. Jeśli kładziesz płytki prosto, równolegle do ścian, strat będzie mniej.
Jeśli jednak zdecydowałeś się na układ ukośny (w karo) lub jodełkę, licz się ze znacznym wzrostem odpadów na krawędziach pomieszczenia. Układ diagonalny może wymagać nawet 15% lub więcej zapasu.
Po drugie, format płytki. Małe płytki i mozaiki zazwyczaj generują mniejsze odpady procentowo, bo nawet mały docięty fragment można gdzieś wykorzystać.
Wielkie formaty (jak te 120x120 cm) generują mniejsze odpady w sztukach, ale jeśli musisz taką płytkę dociąć np. o 10 cm, ten 10 cm pasek ma znikomą wartość użytkową. Zapas procentowy może być tu niższy (5-7%), ale ze względu na cenę jednostkową, nadal mówimy o znaczącym koszcie.
Po trzecie, stopień skomplikowania powierzchni i liczba przeszkód. Im więcej narożników, wnęk, rur, okien o nieregularnych kształtach musisz "objechać" płytkami, tym więcej cięć i potencjalnych strat. Ściana z jednym prostym oknem to co innego niż łazienka z dwoma zabudowami i wnęką prysznicową.
Po czwarte, wzór na płytce. Jeśli płytki mają kierunkowy wzór (np. imitacja drewna, żyły kamienia) lub tworzą większy wzór (np. płytki patchworkowe z konkretną sekwencją), musisz kłaść je w określony sposób. Odpady mogą być mniej "użyteczne", bo kawałek płytki z połamanym wzorem nie pasuje już nigdzie indziej. Przy takich płytkach warto rozważyć zwiększenie rezerwy.
Po piąte, Twoje umiejętności (lub umiejętności Twojego fachowca). Doświadczony glazurnik potrafi minimalizować straty, planując cięcia i wykorzystując odpadki. Jeśli kładziesz płytki po raz pierwszy, bądź przygotowany na więcej pomyłek i zwiększ zapas.
Po szóste, szerokość fugi. Choć nie wpływa znacząco na powierzchnię, wpływa na odległości między płytkami i finalny układ. Czasem drobne dopasowanie układu przez zmianę szerokości fugi o milimetr czy dwa może uratować płytkę przed cięciem lub pozwolić wykorzystać "odpad".
Jak obliczyć rezerwę? Weź swoją teoretyczną liczbę płytek (lub m² do pokrycia) i pomnóż przez procent rezerwy (np. 10% to 0.10). Jeśli potrzebujesz 83.4 sztuki (czyli w praktyce musisz kupić przynajmniej 84), a przyjmujesz 10% zapasu, dodajesz 83.4 * 0.10 = 8.34 sztuki. Suma to 83.4 + 8.34 = 91.74 sztuki.
Zawsze zaokrąglaj ostateczną liczbę płytek w górę do pełnej sztuki! 91.74 sztuki to 92 sztuki.
Teraz tę finalną liczbę (92 sztuki) przeliczasz na paczki. Jeśli paczka zawiera 8 sztuk, potrzebujesz 92 / 8 = 11.5 paczki. I znowu – kupujemy pełne paczki! Czyli musisz kupić 12 paczek. Z 12 paczek po 8 sztuk masz 96 płytek, co daje Ci faktyczny zapas.
Dlaczego ten zapas jest tak cholernie ważny? Płytki pochodzą z partii produkcyjnych, które mogą różnić się odcieniem (tonalnością) czy nawet kalibrem (minimalnym rozmiarem). Płytka dokupiona za miesiąc czy rok, nawet teoretycznie identyczna, może wizualnie odbiegać od tych położonych na ścianie. Mając kilka zapasowych sztuk z tej samej partii, masz materiał na ewentualne naprawy czy wymianę uszkodzonej płytki w przyszłości – bez martwienia się o różnice w kolorze.
Studium przypadku: Klienci kładli drogie, wzorzyste płytki. Obliczyli na styk. Zabrakło dwóch płytek na koniec, do obłożenia puszki elektrycznej. Seria już wyprzedana, dokupione z nowej dostawy różniły się subtelnie odcieniem. Widoczne dla wprawnego oka. Gdyby kupili 10% więcej, mieli by ten zapas z oryginalnej partii.
Nie oszczędzaj na zapasie. Te 5-10% dodatkowego kosztu materiału to ułamek potencjalnych kosztów związanych z przerwaniem prac, szukaniem brakującej płytki, czekaniem na dostawę czy rozczarowaniem z powodu niedopasowanego koloru. To inwestycja w spokój ducha i estetyczny wygląd na lata.
Podsumowując ten rozdział, zapas płytek wynikający z cięcia i układania jest absolutnie niezbędny. Minimum 5-10% to punkt startowy, który należy zwiększyć w zależności od skomplikowania prac, formatu płytek, wzoru i Twojego doświadczenia. Oblicz sumę teoretycznych płytek plus zapas i zaokrąglij do pełnych paczek, żeby mieć pewność, że materiału wystarczy.